Ciemność pokoju odpowiada ciemności w moim umyślę.
Leżę w poprzek łóżka na plecach, głową w stronę uchylonych drzwi balkonowych. Ciężka zasłona z cichym szelestem powiewa wraz z zimnym wiatrem. Miesza się podstępnie z ulatującym ciepłem pokoju. Patrzę na delikatne płatki śniegu, które opadają i połyskują lekko w graficie nocy, odbijając sobą poblask jednej z lamp ulicznych. Patrzę nieruchomo na linię, na której kolejne śnieżynki znikają, roztapiając się.
Jest koniec lutego, zimna odchodzi i wraca, niczym niezdecydowany kochanek. Pogoda wariuje, jak kobieta w ciąży - o poranku mroźne, utrzymujące się przez cały dzień słońce, a wieczorem taniec magicznych, śnieżnych figurek. Przesuwam chłodną dłoń po równie chłodnej skórze brzucha, z którego kremowa kołdra najpierw się zsunęła, a potem opadła bezszelestnie na podłogę. Czuję przyjemny dreszcz, gdy pokrywam się gęsią skórką. Przełykam ślinę i przymykam powieki, a potem z pleców przewracam się na bok i podciągam pod brodę kolana, obejmując je jedną ręką. Drugą wsuwam pod policzek i, ignorując przejmujący coraz bardziej chłód, który całkiem już zdominował pokój, pozwalam sobie usnąć, starając się jak najbardziej i najszybciej oczyścić umysł.
Teraz jest niczym pustka i cisza, które również przypominają ten pokój.
Budzę się po paru godzinach - sztywna, zimna i skulona. Przechodzą mnie dreszcze, ale ja na razie wpatruję się w ramę szerokiego łóżka wyostrzając wzrok. Dalej jestem sama, drzwi balkonowe wciąż są otwarte, a firanka bez zmian wiruje wraz z zimnymi podmuchami wiatru. Jedyna różnica jest taka, że śnieg przestał sypiać. Jutro pewnie znów wyjdzie słońce, topiąc to, co dziś nasypało. Odwracam się na drugi bok, sięgam po kołdrę i wciągam na łóżko, dokładnie się nią opatulając - jest równie zimna, co ja. Kiedy po dłuższej chwili wciąż nie udaje mi się ogrzać, wstaję i podchodzę do balkonu w sypialni, by zamknąć drzwi, potem okno. Na końcu podkręciłam do samego końca grzejnik i oparłam się na krótką chwilę nosem o lodowatą szybę, wyglądając przez nią na opustoszałe ulice.
Mieszkam w nowoczesnym apartamentowcu na obrzeżach miasta, a mój apartament jest duży, całkiem przytulny i piętrowy, czyli dokładnie taki, o jakim marzyłam niemal od dziecka. Monitoring, w recepcji portier oraz ochrona, dająca fałszywe poczucie bezpieczeństwa, które dodawało mimo wszystko otuchy. Odrywając siebie od okna i wzrok od pustej, ciemnej i mrocznej ulicy i okrywając się szczelniej kołdrą, wychodzę z sypialni, powłócząc materiałem po podłodze. Schodzę bez nawet najcichszego dźwięku po schodach na parter i, biorąc pod drodze z barku kieliszek i butelkę wina, ruszam do salonu, w którym jednym światłem będzie pojawiający się za chwilę ogień w kominku elektrycznym.
Siedząc na kremowej kanapie w kształcie litery L, otulona kołdrą i oparta o poduszki, popijam czerwone wino, chłonę buchające na mnie ciepłe powietrze i czekam na świt, który pod koniec lutego przychodzi znacznie wcześniej, niż na początku grudnia. Telefon wciąż milczy, w zamku nie słychać chrobotu klucza - w mieszkaniu panuje bezwzględna cisza, niezakłócana zupełnie niczym.
Sekundy mijają, zamieniając się w minuty, a ja już straciłam rachubę, ile jest ich za mną. Rozglądam się po pokoju, przyglądam się obrazom, liczę panele na podłodze, skupiona i cicha. I wtem, cichy dźwięk - pyk!, zwiastujący nadejście nowej wiadomości. Nieruchomieję, zwracając spojrzenie na otwarty laptop, który stoi na stoliku do kawy. Jest wygaszony, ale dioda czujności miga systematycznie, a teraz wraz z nią dioda informująca o nowym e-mailu. Zataczam winem w kieliszku, dopijam i wstaję, żeby chwycić zwinnie lekki komputer. Ekran od razu jaśnieje, wita mnie cichy, melodyjny dźwięk, a ja wracam na kanapę, otulając się kocem i kładąc rozgrzewające się urządzenie na kolanach. Sunę palcem po padzie, otwieram kolejne okno i zagryzam wargę, widząc, kim jest nadawca wiadomości. Cholera, która jest w ogóle godzina? Druga czterdzieści na ranem. Marszczę brwi i otwieram wiadomość.
Nadawca: Gabriel Ostrowski
Temat: Czyżbyś...
Data: 20 lutego 2014, 02:39
Adresat: Nikola Neumann
... nie spała?
Postukuję cicho palcami o gładką powierzchnię laptopa. Zastanawiając się, skąd o tym wie, nalewam jeszcze trochę wina do stojącego obok mnie pustego już kieliszka. Zsuwam się nieco na kanapie i opieram wygodnie głowę o zagłówek. Nie odpisuję, nie bardzo wiedząc, co myśleć. Zdarza nam się pisać, ale nie o tej porze, nie w takich chwilach. Mija dwudziesta minuta mojego milczenia, nadchodzi kolejna wiadomość.
Nadawca: Gabriel Ostrowski
Temat: Czyżbyś...
Data: 20 lutego 2014, 02:59
Adresat: Nikola Neumann
Wiem, że nie :) Czuję to. Jak zawsze, z resztą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz